Przejdź do głównej zawartości

102. Bez przeciwnika

Transkrypcja OCR — wersja beta. Tekst zachowuje pisownię wydania z 1946 roku. Jeżeli zauważysz błąd rozpoznania, użyj odsyłacza „Edytuj stronę” na dole.

Gra oznaczona w książce gwiazdką: odpowiedniejsza dla starszych harcerzy.

Ćwiczenie odbywa się wieczorem. Zastęp białych otrzymuje rozkaz dotarcia do punktu A celem stwierdzenia, czy jest wolny od czerwonych. Ma iść bardzo ostrożnie, a w razie natknięcia się na nieprzyjaciela czy to w drodze do tego punktu, czy z powrotem, ma go wyminąć i niepostrzeżenie dojść do B, skąd wyruszył.

Po jego odejściu dwa zastępy białych, w sile po 4—6 ludzi, zajmują stanowiska na skraju lasu w punktach m i n, w oddaleniu 200—400 kroków od siebie, trzeci zaś pełni służbę łączności między nimi, patrolując wzdłuż brzegu lasu; wszystkie one mają rozkaz odpędzać patrole czerwonych i nie dopuścić, ażeby się wdarły do lasu. Meldunki, przesyła się do punktu B.

Tymczasem czerwonych w ogóle nie ma zupełnie, tylko bowiem cztery zastępy białych biorą udział w ćwiczeniu. Lecz o tym stróżujący nie wiedzą i spodziewają się ustawicznie przeciwnika od strony A.

I teraz mogą powstać ciekawe sytuacje. Oto pierwszy zastęp dochodzi ostrożnie do A, sprawdza, że tam czerwonych nie ma, i wraca jeszcze ostrożniej w przekonaniu, że się na nich natknie lada chwila.

img-2.jpeg

Rys. 49.

Tak dochodzi do lasu i obserwuje go przed wejściem w głąb, zauważa jedną lub drugą placówkę albo też zastęp patrolujący wzdłuż lasu. W ciemności trudno rozróżnić, z kim ma się do czynienia, a że rozkaz opiewa, iż należy niepostrzeżenie przemknąć się do B, więc korzysta z nadarzającej się sposobności i w odpowiednim miejscu i chwili przekrada się w głąb lasu. Tak może dotrzeć do punktu B, ciągle przekonany, że przedarł się przez linię czerwonych. Kierownik daje sygnał do zbiórki i wtedy wszystko się wyjaśnia: i nieopatrzność stróżujących i niepotrzebne przekradanie się przez własną linię, zamiast przekonania się przedtem, kto broni lasu. Nauka na przyszłość.

Może też zdarzyć się, że placówka czy patrol spostrzeże podchodzącego i albo go odpędza, albo też robi na niego zasadzkę itp. Poniewczasie jednak przekonuje się (o ile się w ogóle przekona), że miała z przyjacielem do czynienia, że do niewoli wzięła część swoich, a część ich rozprószyła na wszystkie strony. Cokolwiek się stanie, takie doświadczenie pouczy, że nie w każdym zbliżającym się widzieć się musi wroga.

Wszyscy mają włóczki jednej barwy. Zastępy stróżujące trzeba utrzymywać w nieświadomości, czy i dokąd poszedł zastęp pierwszy i jakiej jest barwy.


Źródło skanu: Polona / Biblioteka Narodowa, oznaczenie „Domena publiczna”. Zobacz skan — strony PDF 206–208.