90. Lotnik
Transkrypcja OCR — wersja beta. Tekst zachowuje pisownię wydania z 1946 roku. Jeżeli zauważysz błąd rozpoznania, użyj odsyłacza „Edytuj stronę” na dole.
W lesie spadł lotnik i leży bez pomocy. Nie wiadomo, gdzie spadł i do której należy partii. Wiadomość o tym otrzymują równocześnie biali i czerwoni, obozujący po obu stronach lasu w oddaleniu 1—3 km od siebie. Obie partie ruszają o tym samym czasie na poszukiwanie, ażeby znaleźć lotnika i po stwierdzeniu, do której partii należy, albo wziąć go do niewoli, albo obronić przed nieprzyjacielem i uprowadzić do swego obozu.
Lotnik, mający odmienną odznakę na ramieniu, jako ranny zachowuje się przez cały czas ćwiczenia biernie i jeżeli nie ma przy sobie towarzysza (białego lub czerwonego), nie może ruszać się z miejsca. Zależnie od tego, czy teren łatwy, czy trudny do poszukiwań, kierownik chowa go w więcej lub mniej trudnej do odszukania kryjówce. Lotnikowi nie wolno w każdym razie przyjaciołom zdradzać swego ukrycia, gdyż wtedy jedna partia miałaby większe szanse powodzenia od drugiej.
I teraz powstaje cały szereg niespodzianek i najróżnorodniejszych sytuacji. Biali np., czy to pojedynczo, czy grupkami, myszkują po całym lesie w poszukiwaniu lotnika. Napotkawszy czerwonego, to kryją się przed nim (gdyż ważniejsze odnalezienie lotnika niż wzięcie wroga do niewoli), to znów zmuszają go do cofnięcia się podejrzewając, że właśnie w tej okolicy lotnik ukryty. Ktoś go znajduje i cichaczem uprowadza (ranny lotnik może iść tylko wolnym krokiem), widząc się jednak zagrożonym, każe lotnikowi położyć się na ziemi, a sam śpieszy po pomoc. Lecz wówczas nadchodzi 3 czerwonych i ci uprowadzają lotnika ze sobą. Widzi to biały, lecz sam jeden go nie odbije, idzie przeto trop w trop i umówionym z góry znakiem głosowym daje znać swoim, że jest na śladzie uprowadzonego lotnika. Zbiegają się biali, dowiadują się, co zaszło; krótka narada i wszyscy znikają. Las już się kończy, więc czerwoni będą za chwilę w obozie, okazuje się jednak, że tam czekają na nich biali w zasadzce. Nagły wypad — lotnik odbity, dwóch zabitych. Ćwiczenie toczy się dalej. Wreszcie jedna strona doprowadza lotnika do swego obozu i wygrywa.
Jak widać z przykładowego opisu, ćwiczenie daje pole do najrozmaitszych pomysłów; wymaga z jednej strony zastanowienia się i rozwagi w czynach, a z drugiej nieraz wielkiego sprytu i zręczności. Zorientować się w sytuacji, uchwycić odpowiedni moment i sposób działania, w razie zaś zmiany położenia zachować przytomność umysłu i powiązać szybko nową decyzję itd. — to wszystko wystawia harcerza na ciężką próbę. Jeżeli ćwiczenie się nie uda, to zwykle stanie się to z powodu braku cierpliwości i dziwnej chęci skwapliwego rozwiązania każdej sytuacji, choć jest czas do namysłu. Zdarza się np., że harcerz, który znalazł lotnika, uprowadza go na własną rękę tak, że zaraz wpada w ręce wroga. Czyż nie lepiej, jeśli nie ma doraźnego niebezpieczeństwa, wyszukać drugą kryjówkę i tam w stosownej chwili przeprowadzić lotnika, i tak zbliżać się coraz bardziej do własnego obozu, zawiadamiając po drodze swoich o sytuacji i żądając sprytnej a ostrożnej pomocy i opieki?
Gra ta wtedy tylko się uda, jeżeli grający nie będą się skupiać koło znalezionego lotnika dla jego obrony, lecz przeciwnie, jeżeli będą trzymać się z dala od niego, powierzając tylko jednemu jego prowadzenie, a na siebie ściągając uwagę wroga. Gdy tak nie zrobią, rozpocznie się wkrótce walka i gra utknie.
Ponieważ przy tym ćwiczeniu przychodzi często do spotkania tak pojedynczych harcerzy, jak i grup — należy przed ćwiczeniem dokładnie ustalić, jakie warunki obowiązują przy spotkaniach, a to na podstawie podanych we wstępie prawideł (najlepiej bez zrywania opasek).
W ćwiczeniu może brać udział dowolna liczba harcerzy, po lesie powinni krążyć bezstronni z białą opaską na czapkach, którzy rozstrzygają powstające wątpliwości.
Źródło skanu: Polona / Biblioteka Narodowa, oznaczenie „Domena publiczna”. Zobacz skan — strony PDF 181–183.