Zbiórka
Status: transkrypcja OCR — wersja beta. Zachowano pisownię wydania z 1935 roku; poprawiane są wyłącznie oczywiste błędy rozpoznania.
Brak systematycznego planu pracy daje się w harcerstwie bardzo dotkliwie odczuć. Zastęp, a zwłaszcza wódz jego, chce przecie wiedzieć do czego dąży.
Mało wyrobiona i źle przez starszych nastawiona gromada znajduje bardzo często jedyne oparcie o próby harcerskie. Obowiązujące programy prób układa w pewien system, idąc od wiadomości i umiejętności najłatwiejszych do trudniejszych.
Idąc po linji najmniejszego oporu, niejeden zastępowy nie zadaje sobie wiele trudu, dzieli materjał w programach zawarty na poszczególne zbiórki, układa to wszystko według kalendarza i jest dumny ze swojego programu pracy.
Popełnia wtedy szereg zasadniczych błędów, które zresztą są zasługą jego poprzedników.
1-mo. Sam program próby nie może być planem pracy, ponieważ jedynie w małej mierze uwzględnia dzielność harcerza, pozostawiając pierwsze miejsce wyszkoleniu, a więc pewnym wiadomościom i umiejętnościom,
2-o. Próba powinna wynikać z życia zastępu a nie odwrotnie.
3-o. Nie każdy harcerz danego zastępu jest zainteresowany w zdobywaniu tego czy innego stopnia.
Ileż to razy zapytany zastępowy o to, co robił jego zastęp na ostatniej zbiórce, odpowiada: „Przerabialiśmy wywiadowcę”.
Podpatrzmy niedyskretnie taką zbiórkę: Zastęp siedzi w izbie, zastępowy mówi: „…a teraz przejdziemy do kartografji… …mapa składa się z… góra ma wierzchołek, stok i podnóże… Zaraz wam to narysuję… tak wygląda gajówka na mapie… tutaj mamy mapę… popatrzcie na ten trójkąt, to kota… i t. p. i t. p.
Jeżeli zastępowy bardziej litościwy, to zrobi to samo z zastępem, ale na świeżem powietrzu, co się jednak rzadziej zdarza, bo przecież wygodniej oglądać mapę w izbie.
Na innej zbiórce to samo ale w innym stylu: Zastęp za miastem otacza zastępowego, który tak oto przemawia: „…a teraz przystępujemy do obozownictwa… na początek zapoznamy się ze sposobami budowania kuchni polowej… (zastępowy coś kopie) …widzicie, ta kuchnia nazywa się darniowa, a taka to ognisko amerykańskie, a to jest kuchnia francuska… Spróbuj Mieciu zbudować taką kuchnię dla przykładu…
Dosyć! Dosyć! Już dłużej nie możemy na to patrzeć, bo to przecie okrucieństwo szkolarskie, niedołęstwo kwalifikujące zastępowego może do jakiejś korepetycji, ale nie na wodza. Takich zastępowych trzeba zlikwidować, bo tylko szkodzą, bluźniąc systematycznie i „praktycznie” naszemu hasłu.
Szanujący się zastęp powinien po takiej zbiórce zakuć „zastępowego” w kajdanki „głupiego Tomka” i rzewnie śpiewać: „ojciec Wergiljusz uczył dzieci swoje…” Będzie to o wiele dowcipniejsze i bardziej pocieszające, aniżeli wykłady zastępowego.
Wzruszysz tylko ramionami, powiesz „hm” harcmistrzu i przyznasz im rację — są przecież młodzi, ciekawi, chcą czegoś doznać.
Doznać? — ależ to można łatwo urządzić! — niech doznają braku swojego wyrobienia — oto właśnie droga do wyrobienia, wyszkolenia, nauczania.
A zatem zbędne jest gadanie w izbie o typach ognisk, nie wystarcza także iść z tym wykładem w pole, choćbyś nawet chłopcom te kuchnie zademonstrował. — Jeżeli chcesz, aby naprawdę wynieśli pełną korzyść, to musisz wodzu urządzić im taki szelmowski harc, aby byli zmuszeni koniecznością gotowania do zbudowania kuchni, wtedy dopiero dla ciebie pole do popisu; możesz coś niecoś poprawić, nauczyć, doradzić.
Taksamo z mapą. Tak ich w pole wyprowadź, aby błądzili, aby będąc zmuszeni koniecznością powrotu szukali drogi swej na mapie, czytali, orjentowali, studjowali ją. Jeśli nie dadzą sobie sami rady, to zwrócą się do Ciebie jako do wprawniejszego o poradę czy wskazówkę, a wtedy ty im wspaniałomyślnie i po bratersku to i owo pokażesz, wyjaśnisz. Sądzę, że taka zbiórka będzie o wiele ciekawsza.
To tylko jest naszą trwałą własnością, cośmy sami przeżyli.
Źródło: strony drukowane 65–67; strony PDF 71–73. Rekord w Polonie.