Przejdź do głównej zawartości

Podchodzenie — typ czwarty

Zastęp udaje się w drogę nic o innych nie wiedząc i w przekonaniu, że idzie sam w tę stronę. Inny zastęp dostaje punkt, w którym pierwszy będzie przechodził, przepuszcza go i cichaczem idzie w ślady, nigdy go z oczu nie tracąc. Łatwiejsza odmiana pozwala napaść tropionych w czasie, gdy rozejdą się po wodę i paliwo, trudniejsza — utrzymać się przez cały dzień obok nich w tajemnicy, najtrudniejsza — utrzymać się i dawać co pewien czas wiadomości o ruchach tropionych, wysyłając je na umówione miejsce.

Podobnych manewrowych ćwiczeń można w zależności od terenu wymyśleć jeszcze więcej, od tego każdy instruktor ma przecież głowę na karku. Typ pierwszy opisałem szerzej, bo pomieściłem przy nim wiele uwag ogólnych. Do nich dodam jeszcze to, że spostrzeżony wtedy tylko cofać się może bezkarnie, jeśli odległość jest większa od rzutu kamieniem, to jest 25—50 kroków i to gdy momentalnie ginie w terenie. W szczerym polu wywoływać można na odległość słyszenia głosu. Nie można więc łazić na widoku i sprzeczać się, że odległość jest za duża do schwytania. Miarą tu powinien być przypuszczalny rzut kamieniem.

Najlepiej udają się podchodzenia, gdy stojący nie spodziewają się niczego; dobrze jest więc podchodzić zastępy nie wystawiające wart, albo cudze zastępy w obozie. (W czasie ich ćwiczeń tego robić nie mamy prawa). Gdy podchodzimy takich, co się nas spodziewają, dobrze jest wyczekać godzinkę aż ich czujność osłabnie. Wogóle podchodzi się jak najwolniej. Spieszyć się tu może tylko naiwny. Sprytny woli leżeć i czekać, aż nieprzyjaciel na niego wpadnie.


Źródło skanu: Podlaska Biblioteka Cyfrowa, oznaczenie „Domena publiczna”. Zobacz skan — widok 93.

  • Rodzaj: gra
  • Cechy: Nie podano w źródle
  • Źródło: Alojzy Pawełek, Młoda drużyna (1919)
  • Strony drukowane: 187–188
  • Wydanie cyfrowe: Wydanie cyfrowe · Rekord źródłowy
  • Otwórz wydanie na właściwej stronie: s. 187
  • Zobacz tłumaczenie automatyczne: mdr-032